Kogo z nas nie drażni natłok reklam? Czy zwracamy na nie uwagę? Czy traktujemy je po macoszemu spychając do roli wszechobecnych impertynentów i intruzów? Są wszędzie! Z przestrzeni publicznej ładują się "z buciorami" do domu! Zapychają skrzynki, przysłaniają wycieraczki, a i tak najczęściej lądują od razu w śmieciach przejrzane lub nie, jedynie przez pracownika firmy sprzątającej.
Należy oddzielić przestrzeń publiczną od tej prywatnej. Wprowadzić nieco dżentelmeńskiego savoir vivre do branży reklamowej. Postmodernistyczny konsument dość sprawnie opanował technikę stłumienia nachalnych przekazów reklamowych.Wręczane mu na ulicy ulotki bierze- by dać zarobić temu, który je roznosi... i wyrzuca- bo nie obchodzi, go ktoś kto nachalnie narzuca mu się ze swoją ofertą.
Ściszam radio, gdy zaczynają się reklamy. Telewizje też ściszam, bądź wychodzę z pokoju. Gazet i takich tam wcale ze sobą do domu nie biorę... przyjdzie sprzątaczka to pozbiera. Trochę mi wstyd, że zbiera to wszystko za mnie, ale to przecież nie moja wina! ja nie koresponduję z tymi wszystkimi sklepami i bankami!
Magda, 27 lat.
Co można zrobić?
Zamknąć reklamy w klatce!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz